Gazeta Wyborcza – Biurowiec z gęstwiną zieleni we wnętrzu, połączony ogrodem z XIX-wieczną willą

To jeden z najbardziej niezwykłych budynków, jaki w ostatnich latach powstał w Warszawie. Z pozoru wyniośle chłodny, kryjący się za szpalerem białych, kwadratowych belek. Ale ma bogate wnętrze: skrywa za sobą zielony skwer z dorodnymi drzewami i XIX-wieczną neorenesansową willą. A korytarze wewnątrz budynku mają tyle zieleni, że przypominają ścieżkę wyciętą maczetą w dżungli.

– Chodźcie. Jeszcze się nie odwracajcie, jeszcze nie, jeszcze nie… Teraz. Mówiłem wam, że będziecie chcieli tu robić zdjęcia – Artur Nowakowski, uśmiecha się szelmowsko. Jest prezesem firmy Green Property Group, która właśnie zbudowała biurowiec u zbiegu al. Szucha i Litewskiej. Po przejściu przez recepcję trafia się do korytarza, którego ściany od podłogi do sufitu porośnięte są gęstą roślinnością. Prawdziwą. To tzw. pionowy ogród – na ścianie montuje się kieszonki z ziemią, w których sadzi się rośliny, zaopatrywane w wodę przez system rurek. Żywe ściany ciągną się nawet przez kilka kondygnacji. To zielone serce biurowca. Artur Nowakowski ma rację – trudno się powstrzymać od zrobienia w tym miejscu całej serii zdjęć. Korytarz wygląda, jak ścieżka wyciętą maczetą w dżungli

Klasyczny chłód skrywający bogate wnętrze

„Życie jest za krótkie na nudne biuro” – takim sloganem Green Property Group zachwala swój biurowiec. Ta inwestycja rzeczywiście jest niestandardowa. A to nie było łatwe. Urbanistyczny takt wymagał, żeby ten budynek wpisał się w konserwatywny kontekst ul. Szucha, przy której stoją siedziby ministerstw, Trybunału Konstytucyjnego, nuncjatury apostolskiej, ambasad… To nie jest miejsce na architektoniczne eksperymenty. I z zewnątrz biurowiec zaprojektowany przez pracownię Bolesława Stelmacha zachowuje pewien klasyczny chłód. Od strony Litewskiej i Szucha jego elewacje osłonięte są szpalerami białych jak marmur belek. – Nie są malowane, to barwiony na biało beton. Gdyby belkę przeciąć, w środku też byłaby biała – mówi Bolesław Stelmach. Jednak gęsta, ażurowa „żaluzja” tych belek daje ciekawy efekt wizualny: oglądana pod kątem układa się w niemal gładką płytę, a oglądana na wprost – odsłania wnętrze.
Belki są w przekroju kwadratowe. Podobne kanciaste kształty często powtarzają się we wnętrzu budynku. Bolesław Stelmach ma do nich słabość – mówi półżartem, że nie może wybaczyć Steve’owi Jobsowi, że nadał iPhone’owi opływowe kształty, bo to dobry telefon, ale nie kupi go ponieważ nie ma kantów.

Neorenesansowa willa wśród drzew

Budynek sąsiaduje z XIX-wieczną willą. Została włączona w inwestycję. Green Property Group troskliwie ją odremontował. Zachował wszystkie dorodne drzewa rosnące pomiędzy pałacykiem a nowym biurowcem, dosadził też nowe. Od strony tego pałacyku elewacja biurowca osłonięta jest szklanymi „żyletkami” z nieprzezroczystymi nadrukami. To tzw. brisoleje, które mają za zadanie chronić wnętrze biur przed zbyt silnymi promieniami południowego słońca.

Green Property Group zlikwidował płot, który jeszcze kilka lat temu odgradzał skwer przed pałacykiem od Litewskiej.

– Ale po co miałbym grodzić skwer? Przecież ja chcę, żeby tu przychodzili ludzie – mówi Artur Nowakowski. Zapowiada, że w pałacyku ulokuje się restauracja. Obiecuje, że chce, by był to lokal o cenach do przełknięcia dla zwykłych warszawiaków.

Grunt odbity od Rosjan

Działka, na której powstał biurowiec, ma barwną historię. Pod koniec XIX w. zbudowano tu neorenesansową piętrową willę, w której mieszkała Maria Agapijew, żona carskiego generała. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości pałacyk zajął bankowiec Andrzej Rotwand. Po wojnie został znacjonalizowany dekretem Bieruta. Mieszkał w niej przez pewien czas Michał Rola-Żymierski, marszałek Ludowego Wojska Polskiego. W latach 60. pałacyk przekazano ambasadzie Związku Radzieckiego. To wtedy obok XIX-wiecznej willi powstał blok, w którym mieszkali radzieccy dyplomaci. Pałacyk został zaadaptowany na przedszkole, potem działało w nim kino przy ambasadzie.

Po 1989 r. Maria Rotwand rozpoczęła starania o zwrot nieruchomości. Rosyjscy dyplomaci nie chcieli się na to zgodzić. Przełom nastąpił w ubiegłej dekadzie, gdy MSZ stwierdziło, że nieruchomość przy al. Szucha nie jest używana do celów dyplomatycznych, więc nie podlega ochronie ustalonej w konwencji wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych. Budynki trafiły w ręce inwestorów, którzy odkupili roszczenia od Marii Rotwand. Rosjanie je opuścili. Przez kilka lat okupowali je bezdomni: palili w nich ogniska, a w pałacyku zerwali ozdobne sztukaterie i kute poręcze na klatce schodowej. Nieruchomość po odebraniu Rosjanom zmieniała właścicieli. W końcu trafiła do Green Property Group. Ta firma zburzyła stary blok, i na jego miejscu zbudowała biurowiec, a starą willę odremontowała.

Biurowiec z zieloną koroną

Biurowiec ma kaskadowy kształt. Nad drugim piętrem ma spory taras obsadzony gęstą roślinnością. Stoi tu także ażurowa drewniana konstrukcja skrywająca urządzenia klimatyzacyjne. Z czasem obrosną ją pnącza. – Budynek będzie miał zieloną koronę – mówi Bolesław Stelmach. Kolejny taras jest na szóstym piętrze. Ma kształt litery L. Stojąc w części wzdłuż Litewskiej widać wieżowce śródmieścia wystające zza wież kościoła przy placu Zbawiciela, a stając nad narożnikiem z Szucha – Stadion Narodowy zamykający perspektywę.

Biurowiec oferuje ok. 7,5 tys. m kw powierzchni biurowej. Jeszcze nie wiadomo, kto urządzi tu siedzibę. Green Property Group potraktował ten budynek jak luksusowy apartamentowiec – najemców na poważnie zaczął szukać dopiero po jego oddaniu do użytku, gdy potencjalny klient może wejść i obejrzeć wszystkie detale.

Jest co oglądać.

Michał Wojtczuk
07 czerwca 2017